Daniel MariMeinlMedeliGitary GladiusMTDTalerze perkusyjne MeinlSoundKingInstrumenty perkusyjnePhil Jones BassGitary pasadenaInstrumenty dla dzieciGBM Polska
Home Phil Jones Bass Suitcase - Top Guitar Test

PJB Suitcase oraz 4B Cabinet

Phil Jones Bass - Suitcase

zgrana para od Phil Jones Bass

Sprzęt amerykańskiej firmy AAD (American Acoustic Developement) cieszy się w Polsce coraz większym zainteresowaniem, co dało się zauważyć na BassDays Poland 2008 i co mnie w ogóle nie dziwi.
Testowałem niedawno małe cacko Bass Buddy i widzę, że w tytułowym combo zamontowano właśnie taki podwójny schemat korekcji barwy plus oczywiście poważną końcówkę mocy, napędzającą również dodatkową kolumnę.Przekonajmy się teraz, co z tego mariażu wynikło.

We współczesnym showbusinesie ukształtowało się prawdziwe stwierdzenie: „czego nie dośpiewasz, to dowyglądasz”. Tytułowy sprzęt wywołuje u większości obserwatorów„fatalne zauroczenie”, wygląda bowiem perfekcyjnie i dzięki temu prawdopodobnie bylibyśmy w stanie mu nieco wybaczyć w kwestii dźwięków, gdyby zaistniała taka potrzeba oczywiście. Na szczęście, co okaże się w niniejszym teście, takiej potrzeby nie ma – wrażliwość PJB Suitcase na brzmienie jest najwyższej próby.
Wynika to przede wszystkim z bezkompromisowego podejścia Phila Jonesa do odtwarzania muzyki w ogóle – pisałem o tym w wrześniowo/październikowym numerze TG (5/2008). Dla niego najbardziej liczy się ekskluzywna, najwyższa jakość sygnału, reszta to tylko pochodne tej idei.

Budowa

Zestaw Suitcase oraz paczka 4B to idealnie spasowana para, również pod względem wyglądu. Czarne, skóropodobne obicie, czarna maskownica ze srebrnym logo PJB, czarne rączki oraz... czarny panel sterowania w połączeniu z chromowanymi narożnikami i równie srebrnie błyszczącymi potencjometrami nie zostawiają wątpliwości natury estetycznej.
Duża klasa, jak by to powiedziała Karolina Korwin-Piotrowska. No i czytelna sugestia, że tu nie ma ściemy, wszystko jest dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Pod maskownicami comba oraz kolumny widać małe, pięciocalowe głośniki, które są jednym ze znaków rozpoznawczychproduktów PJB.

Jako ciekawostkę dodam, iż paczka PJB Piranha 24B posiada... 24 takie głośniki! I nie jest to jakieś wielce odkrywcze, bo w latach 80. Stanley Clarke używał backline'u z jeszcze większą ilością małych głośników umieszczonych, jakby tego było mało, sferycznie na półkuli! Wracając do tematu nie zmienia dobrego wizerunku „walizki” nawet krzywo przycięta krawędź obicia, wchodząca w dolne otwory rezonansowe kolumny i zabarwienie w tym miejscu na czarno desek skrzyni kolumny, by zamaskować ten detal.
Trzeba się naprawdę wysilić, by to dostrzec.

Przejdźmy do konkretów. Panel przedni „walizki” to dwa identyczne kanały, z których każdy zawiera potencjometr poziomu sygnału wejściowego (+/- 10 dB) oraz gniazdo wejściowe wraz z przełącznikiem Passive/Active. Umożliwia on nam dopasowanie czułości dla instrumentów akustycznych (nie tylko basowych!) i pasywnych oraz dla aktywnych basówek z silnym sygnałem.
Poza tym rzecz, która najbardziej rzuca się w oczy – pięciopasmowy korektor graficzny (identyczny jak w Bass Buddy), operujący w pasmach 50 Hz, 160 Hz, 630 Hz, 2,5 kHz oraz 12 kHz w zakresie 18 dB podbicia lub obcięcia. Zdublowane są jeszcze diody sygnalizujące przesterowanie stopnia mocy, a wspólny jest kompresor wysterowany na stałe (ratio 3 dB:1 dB, regulujemy parametr thresold), jego włącznik oraz Master Volume, czyli moc sygnału wychodzącego do kolumn. Panel tylni zawiera m.in. przełącznik napięć (110-120 V lub 220-240 V), przełącznik uziemienia, gniazda wyjścia i powrotu pętli efektów, tajemniczy, „Jackowy” slot, który okazał się wejściem dla dodatkowego preampu lub choćby tunera, wyjście XLR oraz gniazdo Speakon dla dodatkowej kolumny (min. 8 Ohm), która również przybyła na testy.

Wzmacniacz oferuje 350 W przy kolumnie 4-ohmowej, natomiast 240 W przy paczce 8-ohmowej (taką właśnie o mocy 300 W dołączono do testu), a 140 W przy 4-ohmowej. Zestaw czterech głośników zarówno w combo, jak i w paczce przenosi częstotliwości w zakresie 25 Hz - 15 kHz. Oczywiście mamy tu również przydatny systemem Soft Clip (ogranicznik przesterowania zabezpieczający głośniki przed uszkodzeniem), zabezpieczenie termiczne (odcina moc przy 90oC) oraz inne (m.in. przed skokami napięć), których nie widzimy, lecz ich pożyteczne działanie jest nie do przeceniania.

Phil Jones Bass - Suitcase - tylny panel

Panel tylni zawiera m.in. przełącznik napięć (110-120 V lub 220-240 V), przełącznik uziemienia, gniazda wyjścia i powrotu pętli efektów, slot Jack – wejście dla dodatkowego preampu lub tunera, wyjście XLR oraz gniazdo Speakon.

Brzmienie

To zdecydowanie uniwersalny zestaw. Testowałem go na elektrycznej gitarze basowej Ibanez SR300, nieznanym w Polsce niemieckim basie marki Esh Sovereign, którego test Czytelnicy znajdą również w tym numerze (obydwa pięciostrunowe) oraz elektroakustycznym basie bezprogowym Warwick Alien („czwóreczka” z preampem Fishmana). Ibanezik ma to do siebie, że brzmi fantastycznie, jeśli się odpowiednio pokręci gałkami, nie posiada jednak stabilności (mostek...) niezbędnej do precyzyjnej gry slap lub silnego fingerstyle. Gdy się postaram, dźwięk z niego jest osadzony, punktowy (a jakże!), lecz czegoś mu brakuje.

W studio jest OK, lecz na koncertach, jest – jakby to powiedzieć – zbyt nieśmiały, czy jak kto woli, zbyt przestrzenny i rozrzedzony. PJB Suitcase nieco zagęszcza i konkretyzuje jego brzmienie. Nie słychać wcale więcej alikwotów, nie jest po prostu głośniej – to sprawa bardziej ambitna.
Podejrzewam, iż pan Jones dlatego pakuje w swoje paczki pięciocalowe głośniki, bo nic tak dobrze nie wpływa na dokładność, bliskość i tę przysłowiową „petardę” brzmienia, jak kilka niedużych głośników pracujących razem w komfortowych warunkach. Te komfortowe warunki to skrzynia i komory akustyczne obliczanekomputerowo dla najlepszej dynamiki i klarowności „dołu”. Nawet najniższe częstotliwości Ibaneza (struna H – 31 Hz) były szybkie, konkretne i czytelne, niemal przeciwieństwo tego, co słyszę grając na „piętnastce”. Reszta to bas, który morduje słuchacza swoją precyzją i szlachetnością. To, co audiofilskie w naszych instrumentach (pewnie w każdym się coś znajdzie) jest tu wyeksponowane. Tak rzecz się ma z filtrem Finger/Slap w moim Ibanezie, który daje sound a'la Nathan East z płyt FOURPLAY, tak się dzieje z pickupem piezzo w Esh, który uwypukla drewniany rezonans, tak też dzieje się z niuansami artykulacyjnymi (każdy szmer na strunach, każda „dead note”) w Alienie.

Głośniki oddają pełne spektrum częstotliwości (powierzchnie membran sumują się i dzięki temu cztery „piątki” grają równie skutecznie jak np. dwie „dziesiątki”) i jeśli je odpowiednio względem siebie lub słuchaczy ustawimy, na pewno poradzą sobie nawet na sporej scenie.Pewnie nie każdy zdaje sobie sprawę, jak ważne jest odpowiednie ustawienie głośników względem siebie lub słuchaczy. Dotyczy to tak samo dużych przestrzeni jak i małych salek prób. Wystarczy jednak poszukać miejsc bardziej cichych i bardziej głośnych przed kolumnami, by przekonać się o podstawowym prawie fizyki, zwanym interferencją fal austycznych.
Nie bez przyczyny z tzw. środka do korekcji wybrano pasma 160 Hz, 630 Hz i 2,5 kHz. Głośniki pięciocalowe najładniej oddają właśnie środkowe pasmo i tu możemy sobie poszaleć z korektorem graficznym. Nie potrzeba tu oczywiście żadnego gwizdka – „piątki” swoją klarownością poddają pod wątpliwość sens jego istnienia. 18 decybeli to bardzo dużo, więc jeśli potrzebujemy „kopa”, czy inaczej mówiąc niskiego „punchu” (ten „wysoki” lokuje się gdzieś w okolicach 250 Hz) podbijamy suwak 160 Hz. Jeśli lubimy grać przy mostku i słyszeć tylko środek (czy jest ktoś taki???), przesuwamy w górę 630 Hz, z kolei jeśli gramy techniką slap, to 630 Hz idzie w dół, sąsiednie suwaki na „0”, a skrajne nieco powyżej zera. Zresztą kombinacji jest nieskończenie wiele i lepiej w domu lub na próbie zróżnicować sobie dwa kanały, by podczas „dżoba” tylko delikatnie je korygować. Kompresor, który działa w nietypowo, bo w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, reaguje płynnie i działa delikatnie. Do połowy skali potencjometra zupełnie nieznacznie ingeruje w dynamikę, by pod koniec skali bezwzględnie nałożyć nam kaganiec. Połowa skali to optymalne rozwiązanie.

Phil Jones Bass - Suitcase - Panel przedni.
Panel przedni to dwa identyczne kanały, z których każdy zawiera m.in. rzecz najbardziej rzucającą się w oczy – pięciopasmowy korektor graficzny (identyczny jak w Bass Buddy).

Podsumowanie

Wiem, że większość sprzętu Phil Jones Bass ma sprecyzowany target i przeznaczenie. Słusznie zresztą – specjalizacja pomaga w doskonaleniu naszego basowego ekwipunku. Jednak testowanego zestawu nie mógłbym określić inaczej niż uniwersalny. Suitcase zda egzamin w domu, w piwnicy, w garażu, w MDK-u, w kinie, małym klubie oraz – nie zapominajmy o tym – podczas nagrań w studio. To przecież sprzęt niemal audiofilski. Suitcase z paczką B4 spokojnie zabieramy do dużego klubu lub na średnią półkę koncertu plenerowego. Doskonale wyglądają, wyśmienicie „gadają”, są bezpieczne, foremne, łatwe w transporcie i obsłudze. No i cena też nie jest wygórowana. Pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce więcej sklepów będzie wystawiało tę markę, a dzięki temu „poszukujący brzmienia” zyskają możliwość organoleptycznego zapoznania się z nią.

Test: Maciej Warda, udostępniono dzięki uprzejmości redakcji TOP GUITAR.
Dziękujemy bardzo.


 

 

Szukaj

Instrumenty perkusujne

  • Statyw perkusyjny Meinl w MJM !

    Kolejny statyw perkusyjny Meinl Percussion w sklepie MJM w Suwałkach !

    Zapraszamy do Suwałk, Katowic,Nowego Sącza,...

  • Statyw Perkusyjny Meinl 2011

    Pierwsze statywy z instrumentami Meinl

    W wybranych sklepach w naszym kraju stanęły właśnie najnowsze statywy ekspozycyjne z instrumentami perkusyjnymi Meinl/Haedliner.

  • Gadający Bęben Meinla

    Gadający Bęben firmy Meinl to kolejna propozycja na rozszerzenie instrumentarium każdego amatora i jak również świadomego muzyka.

Talerze perkusyjne

GBM Polska