Bass Buddy - Top Guitar Test |
Jako pierwsza redakcja w kraju, mamy prawdziwą przyjemność przedstawić czytelnikom test urządzenia firmy Phil Jones Bass, której dystrybucji podjęła się niedawno firma GBM. Amerykańscy producenci na każdym kroku podkreślają, że jest to sprzęt hi-end, jet-set i w ogóle best quality! Od momentu, kiedy Nathan East stał się twarzą firmującą tytułowy produkt, nieco głośniej zrobiło się w Polsce o firmie Phil Jones Bass. Były to z reguły opinie w podobnym, entuzjastycznym tonie. Z tym większym zainteresowaniem sięgnęliśmy więc po Bass Buddy, by przedstawić czytelnikom ile prawdy zawarto w tych blaskomiotnych opiniach. WyglądPhil Jones już od pierwszego wejrzenia łapie w sidła. Pewnie znany jest czytelnikom fakt wpływu jakości estetycznej na to jak „słyszymy” dany produkt. Realizatorzy studyjni na przykład unikają niekiedy patrzenia na „żmijki” czy ustawienia parametrów ścieżek na monitorze, by nie sugerować się tym, co widzą, ale tym co słyszą. Pomny tych doświadczeń podszedłem do walizeczki i... musiałem poddać się urokowi tego urządzenia. Po pierwsze Buddy’ego zapakowano w estetyczną torbę na ramię, z chromowanym logotypem, po drugie – wnętrze tej torby wyściełano czarnym niby-aksamitem, by ten otulał kilka elementów „preampowej układanki”, po trzecie wreszcie – magiczne zaklęcie „Made in USA”... A więc na dzień dobry 1:0 dla Phila. BudowaTorba zawiera tytułowy preamp, zasilacz z przewodem, złotą „przejściówkę” z dwóch chinch na dużego Jacka, przewód z małymi Jackami, ściereczkę do polerowania i dwie baterie 9 V. Do testu dodatkowo dołączono również przewód gitarowy PJB BI-12 Jack/Jack). Obudowę przedwzmacniacza wykonano z nierdzewnej stali, a jego front z aluminium. To sprawdzony sposób, by nadać konstrukcji charakteru i elegancji. Małe wymiary tego sprzętu nie idą w parze z jego możliwościami. Na panelu widzimy bowiem od lewej: przełącznik Passive/Active, pokrętło Volume, odpowiadające za poziom sygnału wejściowego, pojedynczy Bass Input, pięciopasmowy korektor graficzny +/– 18 dB (dedykowany gitarom basowym – regulowane częstotliwości nie są tu przypadkowe), potencjometr kompresora/limitera (parametr Ratio ustawiony na stałe w stosunku 3 dB do 1), wyjście słuchawkowe (Jack), włączniki limitera oraz zasilania – obydwa z diodami. To jednak nie koniec – z tyłu urządzenia mamy sloty dwóch rodzajów zasilania, głośność wyjściową, wejście dla gadżetów typu iPod, MP3 Player czy automat perkusyjny (teraz wiemy, po co te dodatki w torbie), wyjście liniowe typu Jack i „kanon” oraz... wyjście do kolumny głośnikowej (od 4 do 16 ?, 10 W). Oznacza to, iż Buddy kryje również małą końcówkę mocy! Jak na urządzenie wielkości discmana (trochę grubsze tylko) to chyba aż nadto. Sprawdźmy teraz, jak to wszystko przekłada się na brzmienie i funkcjonalność w warunkach bojowych. Brzmienie
Bass Buddy’ego zapakowano w estetyczną torbę na ramię, z chromowanym logotypem i wnętrzem wyściełanym czarnym niby-aksamitem. Przewód BI-12...... to kolejne yzwanie dla konkurencji. W przeciwieństwie do zwykłych ekranowanych kabli instrumentalnych Phil Jones oferuje nam tutaj prawdziwy audiofilski przekładaniec. Oto jego anatomia: BI-12 składa się z twardej powłoki zewnętrznej, plecionego, miedzianego przewodu zewnętrznego, specjalnej osłony z tworzywa sztucznego, kolejnego miedzianego przewodu, przewodzącej prąd warstwy lastikowej, polipropylenowej osłony oraz miedzianej żyły sygnału. Jest to miedź prawie w 100% beztlenowa. Idźmy dalej. Korekcja PJB zawiera się pomiędzy 50 Hz a 12 kHz, ma więc ogromną rozpiętość, której skrajne pasma słyszalne są przede wszystkim na słuchawkach lub porządnych studyjnych odsłuchach. Podobnie niski bas słyszymy właśnie u Nathana Easta na najnowszej płycie Fourplay „Journey”. Pozostałe trzy suwaki to staranie wybrane częstotliwości tzw. środka. Pasmo 160 Hz to zbasowany atak – przy maksymalnym wzmocnieniu w małych pomieszczeniach będzie dudnił, ale w większych przestrzeniach po prostu doda „mięska”. 630 Hz – metaliczny i suchy stukot, każdy basista, jeśli już tu ingeruje, to raczej wycina to pasmo. I wreszcie 2,5 kHz – wysoka „górka”, której nie może zabraknąć przy slapie, funku czy rockowej „jeździe”. Niepożądana jest przy brzmieniach ciepłych i głębokich typu Adam Clayton z U2. Można więc z tej układanki ułożyć wyborne brzmienie w każdych niemal warunkach, pod warunkiem odrobiny cierpliwości. Znana szkoła używania korektorów graficznych (złośliwi twierdzą, iż wykoncypowana przez użytkowników headów Hartke) mówi, iż używamy ich, by wyciszać pewne dźwięki, a nie je wzmacniać. Jest to o tyle słuszne, o ile chcemy grać muzę spokojną, bardziej liryczną i melodyjną. W innych wypadkach nie bójmy się ich z umiarem podbijać, szczególnie na koncertach, gdyż akustyka sal koncertowych często może tego wymagać. PodsumowaniePJB Bass Buddy jest przedwzmacniaczem ogólnego zastosowania, odnajdującym się z powodzeniem z studio, w domu, na próbie i na koncercie. Jakość dźwięku bez zarzutu, spore możliwości korekcji. Kilka innych cech, jak poręczność i względnie niska cena (to rzadkość u Phila) stanowią o atrakcyjności tego produktu. Kim jest Phil Jones?Jako nastolatek zafascynowany był muzyką rockową i jak wielu innych Brytyjczyków wsłuchiwał się w Amerykańskich wykonawców. Mając 13 lat zaczął grać na gitarze i wsłuchiwać się w Jimiego Hendrixa. Potem przyszedł czas na Jamesa Jamersona z MOTOWN i zauroczenie gitarą basową. Ponieważ zrazu nie było go stać na zakup basowego ekwipunku, a rodzina uważała, że muzykowanie było drogą wprost do biedy i zepsucia, zmuszony był przestudiować wiele mądrych książek i skonstruować sobie samemu basówkę oraz wzmacniacz (pierwsze pickupy nawijał na gramofonie ojca, gdy ten wychodził do pracy). Dziękujemy bardzo. |

















